Giantomizer
13
Sierpień
GIantomizer to kartomizer bezwatkowy, który w prostej linii czerpie z najnowszych doświadczeń clearomizerów. Dostrzeżono i naprawiono (lub przynajmniej starano się) naprawić wady konstrukcyjne charakterystyczne dla poprzedników.
Zalety tego kartmizera to przede wszystkim:
- duża pojemność (do 5ml przy niektórych modelach) i duże rozmiary,
- brak problemów z pękaniem tulejek (wzmocniona konstrukcja),
- kontrola poziomu liquidu jak w clearomizerach,
- duża moc i zmieniony smak (czy na lepsze – kwestia gustu),
- dużo dymu,
- estetyka i solidność wykonania.
Większość różnic wynika z rozmiarów giantów. Dzięki zabiegom czysto mechanicznym lub po prostu dodaniu przestrzeni, transport liquidu napotyka mniej oporów po drodze(np. jeden gruby sznur) co z kolei wpływa na smak – zdania są podzielone, dla niektórych użytkowników clearomizer oddaje go lepiej, inni e-palacze cenią gianty właśnie za moc. Odczuwalną różnicą jest temperatura dymu – w clearomizerach chmura jest odrobinę cieplejsza, wynika to właśnie z rozmiarów komory.
Giantomizery produkuje się właściwie dwóch różnych wersjach: V1 (dla ułatwienia) i V2. Jak to zwykle bywa, wersja V2 jest następstwem pierwszego, z oczywistych względów niejako gorszego modelu. Wersja początkowa ma jeden otwór do napełniania, pomysłowo zatkany od strony ustnika uszczelką – niby nic odkrywczego, jednak sprawdzało się znakomicie … na krótszą metę. Dość duża dziurka z czasem zaczynała przepuszczać liquid i pojawiały się wycieki, w ekstremalnych przypadkach można było nawet napić się płynu. Standardowo po jakimś czasie nie dawała sobie rady uszczelka – dopiero po modyfikacjach, przycinaniu i upychaniu można było przedłużyć żywot gianta wersji pierwszej. Wersja V2 to już doskonały przykład odzewu na potrzeby konsumentów. Z pieczołowitością poprawiono wszelkie niedoróbki, włącznie z uszczelką, która od tej pory spełnia swoją rolę. Podwyższono plastikową tulejkę i zmieniono technikę napełniania na dwa małe otworki, co w znaczący sposób zredukowało przepuszczanie liquidu. Najbardziej widoczna modyfikacją jest płaski ustnik – poprzedni był typu smoczkowatego. Trudno powiedzieć na dzień dzisiejszy czy jest to wersja finalna – jak na razie standardowo pojawiają się seryjne modyfikacje typu Turbo czy 3D( trzy kontrolne otworki do podglądania liquidu).
Reasumując – Giantomizer jest z pewnością jedną z lepszych wersji kartomizerów – jego rozmiary i wprowadzone modyfikacje w wersji V2 znacząco wpłynęły na jakość e-palenia i zredukowały do poziomu minimum zjawisko wyciekania liquidu. Dużym plusem jest solidność wykonania – elementy użyte do produkcji giantomizera nawet po długotrwałym katowaniu nie wymagają modyfikacji i wymiany. Niestety – nie ma produktów idealnych. Część użytkowników przyzwyczajonych do tradycyjnych clearomizerów będzie wskazywać na różnice w smaku i mocy, innych odstraszą rozmiary ( podobno małe jest piękne). Konkluzja jest prosta i oczywista – ten sprzęt trzeba po prostu polubić i … mieć odrobinę szczęścia aby nie zrazić się już na początku zabawy z gigantem.
Kupiłem i było kiepsko. O moich negatywnych odczuciach zdecydowały: przede wszystkim ohydny smak ustnika, wykonanego chyba z tej samej gumy, co opony samochodowe.
Sam ustnik został również zaprojektowany w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Przykładowo: otworki w uszczelce czasem przepuszczają liquid, co prawda w skromnych ilościach. Ale: skroplin zdarzało mi się napić nie z powodu otworków, lecz przede wszystkim z powodu znacznej pustej przestrzeni w obrębie wewnętrznej części ustnika. Oczywiście niektórzy załatwiają sprawę, montując ustniki z długopisowych części albo fragmentów kartridżów typu tank. Mnie się nie chce tak kombinować. Po drugie: wątpię, czy elementy długopisu załatwiają sprawę, jeśli w środku pozostaje równie wielka przestrzeń, która aż się prosi o zbieranie skroplin. Tu, moim zdaniem, poważny minus za projekt.
Postanowiłem zrobić sekcję giantomizera. Nie znam się, nie mierzyłem oporności itp., ale optycznie grzałka jest identyczna jak w kartomizerach CE2 XL 510 Turbo.